O autorze
"Dziewczynka z książką" to kampania społeczno-charytatywna, polska edycja międzynarodowego ruchu GIRLWITHABOOK, powstałego w ramach poparcia dla młodej, pakistańskiej aktywistki Malali Yousafzai.

Ban Ki Mun, sekretarz generalny ONZ, po ataku na Malalę powiedział, że terroryści niczego nie boją się bardziej niż “Dziewczynki z książką”. Te właśnie słowa stały się inspiracją dla GIRLWITHABOOK.

Celem ruchu jest poruszanie tematów związanych z kobietami, równouprawnieniem, regionami dotkniętymi przez konflikty, edukacją i dostępem do niej oraz zgromadzenie funduszy na dofinansowanie bibliotek szkolnych w Pakistanie.

Dane ONZ wykazują, że dostępu do edukacji nie ma obecnie 57 milionów dzieci na świecie. Ponad połowa z nich to dziewczynki, z których około 3,1 miliona mieszka w Pakistanie.

Biznesmen-polityk z Karaczi 12. prezydentem Pakistanu

Mamnoon Hussein
Mamnoon Hussein tribune.com.pk
W Pakistanie wybrano prezydenta. Na łamach naszego bloga publikujemy komentarz współorganizatorki "Dziewczynki z książką", dr Agnieszki Kuszewskiej napisany dla Centrum Studiów Polska-Azja, partnera naszej kampanii.

Ostatnie dni lipca były szczególnie gorące w pakistańskiej polityce. Zaplanowane pierwotnie na 6 sierpnia wybory prezydenckie odbyły się z tygodniowym wyprzedzeniem, we wtorek, 30 lipca. Zgodnie z przewidywaniami wygrał kandydat, który praktycznie nie miał konkurencji podczas głosowania przeprowadzonego przez kolegium elektorskie, składające się z członków obydwu izb pakistańskiego parlamentu federalnego oraz parlamentów stanowych czterech prowincji: Pendżabu, Sindhu, Chajber Pasztunkwy oraz Beludżystanu[1]. Polityczne zawirowania z ostatniego tygodnia sprawiły, że do walki o fotel prezydencki stanęli tylko dwaj kandydaci – Mamnoon Hussein, kandydat wysunięty przez rządzącą od czerwca Pakistańską Ligę Muzułmańską Nawaza Sharifa (PML-N) oraz emerytowany sędzia Ahmed Wajihuddin, reprezentujący partię Pakistański Ruch na rzecz Sprawiedliwości (PTI), której przewodniczącym jest były krykiecista, Imran Khan. Rządząca PML-N nie miała problemów ze zdobyciem wymagającej liczby głosów, wybory były czystą formalnością i tak też opisywała je zarówno pakistańska jak i międzynarodowa prasa. Nowym prezydentem zostanie 73-letni Mamnoon Hussain. Zastąpi on na tym stanowisku Asifa Alego Zardariego z Pakistańskiej Partii Ludowej (PPP), po tym jak 8 września br. jego 5-letnia kadencja dobiegnie końca.



Problem z terminem wyborów i reakcja partii

Okoliczności towarzyszące ustaleniu terminu wyborów wydają się zaskakujące, choć nie są czymś nadzwyczajnym w warunkach pakistańskich, gdzie rządzący nierzadko podejmują próby wykorzystania Sądu Najwyższego do realizacji swych politycznych celów. Nie inaczej było i tym razem. Pierwotnie według ustaleń Komisji Wyborczej głosowanie miało się odbyć 6 sierpnia. Termin uległ zmianie po decyzji Sądu Najwyższego za poparciem ze strony Komisji Wyborczej. Sąd uległ presji i wyszedł tym samym naprzeciw postulatom partii rządzącej. Oficjalna przyczyna przełożenia wyborów wiązała się z oświadczeniem PML-N, że na początku sierpnia, kiedy kończy się ramadan, deputowani będą odbywać pielgrzymki do Mekki, bądź oddawać się modlitwom na miejscu. Szacowano, że w dniu głosowania nieobecnych będzie około 100 parlamentarzystów.

Dla partii opozycyjnych tego typu działania rządu były nie do przyjęcia i trudno dziwić się takiemu stanowisku – w momencie ustalania terminu na 6 sierpnia wiedziano, że przypada wówczas koniec ramadanu, można było zatem ustalić inną datę. Pakistańska Partia Ludowa – PPP była partia rządząca pod przewodnictwem obecnego prezydenta Asifa Alego Zardariego, poinformowała o bojkocie wyborów, tłumacząc swą decyzję brakiem czasu na przeprowadzenie kampanii zarówno na szczeblu centralnym, jak i w stolicach prowincji. Także PML-Q (Pakistańska Liga Muzułmańska-Quaid), pasztuńska Narodowa Partia Awami i Narodowa Partia Beludżystanu zbojkotowały wybory. Co ciekawe, PML-Q uczyniła to na szczeblu państwowym, a tymczasem delegaci w prowincji Beludżystan głosowali na kandydata PML-N.

Kandydat na prezydencki fotel z ramienia PPP, senator Raza Rabbani, uzasadniał nieuczestniczenie we wtorkowej sesji parlamentu tym, że jego ugrupowanie nie mogło w tych okolicznościach uczynić inaczej; decyzja Sądu Najwyższego została uznana za jednostronną i jednoznacznie przychylną PML-N. Oburzenie potwierdzały słowa Rabbaniego, który podkreślał, że Sąd Najwyższy nie dał nawet opozycji szansy na zaprezentowanie stanowiska w tej sprawie. Z punktu widzenia odsuniętej ostatnio od władzy PPP bojkot wyborów prezydenckich jest elementem kampanii na rzecz walki przeciwko wojskowej i cywilnej dyktaturze[2]. Próby partii rządzącej ukierunkowane na monopolizację władzy i oskarżenia o inklinacje antydemokratyczne będą z pewnością częścią opozycyjnej gry wyborczej PPP. Kolejna partia, Pakistan Tehreek-e-Insaf Imrana Khana również rozważała bojkot, jednak ostatecznie postanowiono nie oddawać całkowicie pola partii rządzącej i w ten sposób zamanifestować sprzeciw; pomimo praktycznie zerowych szans na zwycięstwo, emerytowany sędzia Wajihuddin Ahmed wziął udział w wyborach.

Reprezentujący interesy mohadżirów (muzułmanów, którzy migrowali z Indii po podziale subkontynentu i osiedlali się głównie w Karaczi, ówczesnej stolicy nowego państwa) Zjednoczony Ruch Narodowy (Muttahida Qaumi Movement, MQM) z kolei zdecydował się poprzeć w wyborach kandydata PML-N; decyzję tę podjęto po spotkaniu z przedstawicielami partii rządzącej w piątek, 26 lipca. Polityczne zbliżenie między obiema partiami przybiera formy wyjątkowej kordialności – podczas spotkania delegaci PML-N zostali obsypani różami, a przewodniczący MQM, Altaf Hussain (który notabene od 20 lat mieszka na przedmieściach Londynu i to stamtąd zarządza swoją partią, np. podczas wieców partyjnych przemawia przez telefon), nazwał premiera Nawaza Sharifa i jego brata i Shahbaza (ponownie wybranego ostatnio na gubernatora Pendżabu) swoimi braćmi. Wielu komentatorów bardzo negatywnie oceniło decyzję MQM, uznając ją za oportunistyczną, a wręcz służalczą wobec partii rządzącej. Jamiat Ulema-e-Islam-Fazl (Jui-F), ugrupowanie zarządzane przez Maulanę Fazlura Rehmana, również poparło kandydata Ligi Muzułmańskiej. Rehman uchodzi zresztą za polityka, który jest w stanie współpracować z każdą z dwóch głównych sił politycznych Pakistanu, wcześniej czynił to z PPP.

Jak przebiegał proces wyborczy?

Dokonujące wyboru prezydenta Pakistanu Kolegium Elektorskie liczy 1170 osób, ale całkowita liczba możliwych do uzyskania głosów wynosi 702, co wiąże się z formułą równej reprezentacji, którą gwarantuje konstytucja.

Zgodnie z nią zasada 1 członek-1 głos obowiązuje w obu izbach parlamentu: Zgromadzeniu Narodowym oraz Senacie, a także najmniejszym, liczącym 65 członków zgromadzeniu prowincji – Beludżystanie. Zgromadzenie Beludżystanu jest punktem odniesienia dla głosów w innych prowincjach, gdzie liczbę wszystkich głosów dzieli się przez 65. W ten sposób w Pendżabie 5,7 staje się ekwiwalentem jednego głosu, w prowincji Sindh 2,58, a w Chajber Pasztunkwa przelicznik ten wynosi 1,9.

W takich warunkach partia, która wygrywa wybory parlamentarne na poziomie federalnym (co udało się PML-N, która, przypomnijmy, „zdobyła” także Pendżab) ma duże szanse, by obsadzić swoim kandydatem urząd prezydencki. Nawet gdyby opozycja nie zbojkotowała wyborów, PML-N zapewne odniosłaby sukces, trudno bowiem założyć scenariusz, w którym rywalizujące ze sobą PPP i PTI oraz mniejsze partie wystawiają wspólnego kandydata, który mógłby stanowić rzeczywistą przeciwwagę dla Mamnoona Hussaina. Brak szans na polityczny konsensus w szeregach opozycji dodatkowo zwiększył dominację partii rządzącej. W wyniku bojkotu wyborów przez wymienione wyżej partie, nie oddano 148 głosów. Nieoficjalne rezultaty, ogłoszone przez państwową telewizję tuż po zakończeniu głosowania, mówią o 277 głosach w obu izbach parlamentu oddanych na Hussaina (potrzebne były 263 głosy), zaś 34 głosy oddano na Wajihuddina Ahmeda. Na szczeblu wszystkich czterech prowincji Mamnoon Hussain także odniósł zwycięstwo.

Kim jest Mamnoon Hussain?

12. prezydent Pakistanu urodził się w Agrze, mieście położonym obecnie w Indiach, jeszcze przed podziałem subkontynentu indyjskiego. W 1947 roku migrował wraz z rodziną do nowo utworzonego Pakistanu, by osiedlić się w Karaczi, ukończyć tam studia w prestiżowym Institute of Business Administration, a następnie zostać biznesmenem branży tekstylnej. Nie jest uważany za potentata przemysłowego, ale ma szeroko zakrojone kontakty w świecie biznesu, co umożliwiło mu na przykład organizowanie i koordynację spotkań Nawaza Sharifa z biznesmenami z Sindhu, także podczas jego poprzednich kadencji na stanowisku premiera. Mieszkający w stolicy prowincji Sindh Hussain przynależy zatem należy do elity przemysłowej, która jest jednym z ważniejszych graczy dzierżących ster władzy w Pakistanie.

Z Ligą Muzułmańską Hussain związany jest od 1969 roku, od 1993 roku stał się aktywnym działaczem politycznym; uznaje się go za zaufanego i sprawdzonego współpracownika premiera Nawaza Sharifa. Przez krótki czas – między czerwcem a październikiem 1999 roku, Hussain był gubernatorem prowincji Sindh. Jego kadencję przerwał zamach wojskowy przeprowadzony przez gen. Musharrafa. Pozbawionego stanowiska i wygnanego z kraju Sharifa Hussain wspierał w najtrudniejszym momencie politycznej kariery (wówczas Nawaz Sharif został zmuszony do opuszczenia Pakistanu – przebywał na uchodźstwie w Arabii Saudyjskiej).

Jaka będzie ta prezydentura?

Z punktu widzenia PML-N obsadzenie na fotelu prezydenckim polityka z prowincji Sindh jest sprytnym taktycznym posunięciem, umożliwi bowiem odparcie argumentów opozycji, że partia rządząca stawia przede wszystkim na Pendżabczyków. Mimo że obecnie w Pakistanie prezydent pełni głównie funkcje reprezentacyjne[3], a władza leży w rękach premiera i parlamentu, politycy PPP krytykują postawę Sharifa, twierdząc, że nie potrzebuje on prezydenta, który będzie miał jakąkolwiek polityczną wizję, lecz „zdalnie sterowanego potakiwacza”. Przypuszczalnie więc prezydentura ta nie zapisze się w szczególny sposób na kartach historii, trudno bowiem zakładać, że działacz o takim politycznym CV podejmie jakakolwiek próbę konfrontacji z rządem (po wygraniu wyborów Hussain ma opuścić szeregi partyjne, by zapewnić sobie opinię „neutralnego” politycznie prezydenta).

Urodzony w Indiach prezydent (rodzina mieszkająca do dziś w okolicach Agry świętowała jego zwycięstwo) może spełnić pozytywną rolę podczas ewentualnych prób podjęcia bilateralnego dialogu pomiędzy Indiami i Pakistanem. Szansa być może pojawi się w lutym 2015 roku – wówczas zwaśnione państwa zmierzą się w inauguracyjnym meczu Pucharu Świata w krykieta i wtedy będziemy zapewne świadkami kolejnego w historii dwustronnych relacji odcinka „dyplomacji krykietowej” – być może także z udziałem prezydenta. Nie wydaje się jednak, aby poza efektem czysto symbolicznym przełożyło się to na jakieś konkretne decyzje np. w sprawie kaszmirskiej. Pięcioletnia kadencja Hussaina przypadnie na trudny okres budowy bezpieczeństwa regionalnego po zakończeniu wojny w Afganistanie. Realnym problemem pozostanie działalność grup terrorystycznych, potencjalne ryzyko eskalacji stosunków z Indiami, kwestia przyszłych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, liczne problemy polityki wewnętrznej – kryzys energetyczny, korupcja, dostęp do edukacji, służby zdrowia przy bardzo szybko rosnącej liczbie ludności[4]. Najbliższe lata będą sprawdzianem politycznym nie tyle dla samego prezydenta, co dla całej formacji rządzącej.

Pakistańczycy podchodzą do wyborów z dużym dystansem, twierdząc nie bez racji, że dla przeciętnego obywatela nie ma żadnej różnicy kto został wybrany na prezydenta. Trwający ramadan i codzienne obowiązki utrudniane uciążliwymi i częstymi brakami w dostawie prądu i wody bardziej zajmują Pakistańczyków niż nowy prezydent – doszło wręcz do sytuacji, w której niektórym znajomym sama przypomniałam o dzisiejszych wyborach. Często można się spotkać z opinią, że zmiany na lepsze są mało prawdopodobne, a ci, którzy dzierżą w kraju ster władzy, a więc elity polityczno-militarne, realizują przede wszystkim swoje interesy, w których realizacja potrzeb społecznych schodzi na dalszy plan. Nieco nadziei pokłada się w partii Imrana Khana i reformach, które wprowadza w rządzonej przez siebie prowincji, Chajber Pasztunkwa (w ostatnich dniach wprowadzono tam m. in. tak zwane sądy mobilne (mobile courts), docierające do miejscowej ludności w specjalnych autobusach[5]). Tymczasem brutalnym przypomnieniem problemów, z którymi boryka się Pakistan była przedwyborcza noc, kiedy uzbrojeni talibowie przebrani w policyjne mundury uwolnili z więzienia około 250 swoich towarzyszy broni. Wydarzenie miało miejsce w mieście Dera Ismail Khan, położonym właśnie w Chajber Pasztunkwa.

[1] Taką procedurę określa artykuł 41 pakistańskiej konstytucji: http://www.pakistani.org/pakistan/constitution/part3.ch1.html (30.VII. 2013).

[2] http://timesofindia.indiatimes.com/world/pakistan/PPP-to-boycott-president-poll-says-no-time-to-campaign/articleshow/21383296.cms (30.VII.2013).

[3] W 2010 roku przyjęto przełomową w historii państwowości Pakistanu XVIII Poprawkę do Konstytucji, która między innymi ogranicza w znaczny sposób prerogatywy prezydenta na korzyść premiera i parlamentu. W efekcie Pakistan po okresie systemu semiprezydenckiego stał się republiką parlamentarną.

[4] Według niektórych danych już w 2030 roku liczba ludności Pakistanu wyniesie 300 milionów http://www.euromonitor.com/pakistan-in-2030-the-future-demographic/report (30.VII.2013). Inne mówią raczej o roku 2050: http://tribune.com.pk/story/575411/population-growth-babies-the-breaking-point-and-quality-of-life/ (30.VII.2013). Nie zmienia o faktu, że zmiany demograficzne będą największym wyzwaniem dla pakistańskiej gospodarki w najbliższych dekadach.

[5] http://www.nation.com.pk/pakistan-news-newspaper-daily-english-online/national/28-Jul-2013/mobile-courts-on-the-move-in-peshawar (30.VIII.2013).

tekst: dr Agnieszka Kuszewska
Trwa ładowanie komentarzy...