O autorze
"Dziewczynka z książką" to kampania społeczno-charytatywna, polska edycja międzynarodowego ruchu GIRLWITHABOOK, powstałego w ramach poparcia dla młodej, pakistańskiej aktywistki Malali Yousafzai.

Ban Ki Mun, sekretarz generalny ONZ, po ataku na Malalę powiedział, że terroryści niczego nie boją się bardziej niż “Dziewczynki z książką”. Te właśnie słowa stały się inspiracją dla GIRLWITHABOOK.

Celem ruchu jest poruszanie tematów związanych z kobietami, równouprawnieniem, regionami dotkniętymi przez konflikty, edukacją i dostępem do niej oraz zgromadzenie funduszy na dofinansowanie bibliotek szkolnych w Pakistanie.

Dane ONZ wykazują, że dostępu do edukacji nie ma obecnie 57 milionów dzieci na świecie. Ponad połowa z nich to dziewczynki, z których około 3,1 miliona mieszka w Pakistanie.

Po wyborach w Kambodży

Siedziba Kambodżańskiej Partii Ludowej (CPP) w Phnom Penh
Siedziba Kambodżańskiej Partii Ludowej (CPP) w Phnom Penh Fot. Magdalena Chodownik
Podczas spotkań wokół "Dziewczynki z książką" organizujemy także prelekcje dotyczące Kambodży i w związku z tym publikujemy tekst na temat wyborów, które odbyły się w tym kraju w niedzielę 28.07. Zgodnie z przewidywaniami, wygrała w nich partia stojącego na czele rządu od 28 lat Hun Sena – Kambodżańska Partia Ludowa (CPP).

W przeprowadzonych w zeszłym tygodniu w Kambodży wyborach parlamentarnych po raz kolejny wygrała partia Hun Sena – Kambodżańska Partia Ludowa (CPP). Zwycięstwo CPP nie było zaskoczeniem – to partia, która wygrywa od lat, a rządy Hun Sena określa się mianem jednych z najbardziej autokratycznych. Dzięki kolejnemu sukcesowi, będący głową państwa nieprzerwanie od 28 lat polityk (Hun Sen przewodzi Kambodży od 14 stycznia 1985 roku), zachował ciągłość władzy i umocnił swoją pozycję na liście najdłużej panujących przywódców świata. Ale czy umocnił ją też w Kambodży?



Hun Sen i polityka

Hun Sen to były dowódca batalionu Czerwonych Khmerów ze wschodniej części Demokratycznej Kampuczy (tak reżim nazwał dzisiejszą Kambodżę). Dwa lata po zdobyciu stolicy przez liderów reżimu, w 1977 roku, wystąpił z komunistycznych szeregów w obawie przed wewnętrznymi czystkami, a następnie uciekł do Wietnamu. Tam z kolei zaangażował się w przygotowywanie inwazji na Kambodżę, którą ostatecznie i z sukcesem przeprowadzono w 1979 roku – zakończyła się ona obaleniem rządów Czerwonych Khmerów, osunięciem ich od władzy, ale także i wieloletnią okupacją kraju ze strony Wietnamu. To właśnie za dominacji wietnamskiej w Kambodży Hun Sen został obsadzony na stanowisku premiera, którego do dziś pilnie strzeże. Już w drugiej połowie lat 80. jego rząd został głośno potępiony za metody sprawowania władzy – oskarżono go o osadzanie w więzieniach za poglądy polityczne oraz tortury – wstrząsy elektryczne, przypalanie i inne. Później, kiedy jego partia przegrała w wyborach administrowanych przez UNTAC w 1993 roku, zorganizował pucz i wymusił koalicję. Od 1997 roku natomiast mówi się o nim jako o przywódcy nie tylko Kambodży, ale i przewrotu, w którym obalono księcia Norodoma Ranariddha. Od 1998 roku zarówno Hun Sen, jak i jego partia zdobywają w wyborach wystarczająco dużą ilość głosów, by nie musieć angażować się w walkę z opozycją, udowadniając przy okazji powiedzenie, że w wyborach ważny jest ten, kto głosy liczy, a nie je oddaje.

Hun Sen od lat oskarżany jest o manipulowanie mediami, fałszerstwa, itp. Dlatego też podczas tegorocznych wyborów zaskoczeniem nie była jego wygrana, a niewielka różnica między głosami oddanymi na dwie rywalizujące ze sobą partie.

Partia Hun Sena wygrała w tym roku już z nie tak dużą przewagą jak bywało: CPP uzyskała 68 z 123 miejsc w parlamencie, a opozycyjna CNRP – 55 (dla porównania w wyborach w 2008 roku Kambodżańska Partia Ludowa zdobyła 90 miejsc, a obie partie opozycyjne Sama Rainsy’ego i Partia Praw Człowieka, które połączyły się w 2012 roku w jedną Kambodżańską Partię Ocalenia Narodowego – 29 miejsc). Taki wynik niewątpliwie musiał być niemiłym zaskoczeniem dla partii rządzącej. Mimo iż nie przeprowadzili kampanii (chyba, że za kampanię uznamy oszczerstwa rzucane pod adresem liderów opozycji), raczej nie zdawali sobie sprawy, że wygrają tylko tak niewielką różnicą.

Kto za opozycją?

Mniejsze poparcie dla partii Hun Sena było w pewnym stopniu do przewidzenia, chociażby przez wzgląd na fuzję partii opozycyjnych oraz powrót do Kambodży Sama Rainsy’ego, lidera opozycji, ułaskawionego przez króla Norodoma Sihamoniego na kilka dni przed wyborami. Elektorat opozycji to przede wszystkim ludzie młodzi – mniej wymęczeni i stłamszeni przez konflikty, bardziej skupiający się na dążeniu do życia w przyzwoitych warunkach, myślący już trochę innymi kategoriami.



Kambodża to państwo, którego większość społeczeństwa przyszła na świat w latach 80., kiedy mimo wciąż złych warunków życia narodziło się wiele dzieci. Rządy reżimu Czerwonych Khmerów przyniosły ok. 2 milionów strat w ludziach (wtedy w około 7-milionowym państwie). Do tego, nim jeszcze komuniści doszli do władzy, wielu Kambodżan zginęło w sekretnych bombardowaniach, jakie zorganizowało na wschodnich terenach tego kraju amerykańskie dowództwo. Fala nieszczęść znacznie zredukowała liczbę obywateli państwa, którego populacja dziś wynosi już ponad 14 milionów! To tych młodych ludzi mogą porwać hasła rzucane przez liderów opozycji – Sama Rainsy’ego i Kema Sokhi, których partie połączyły siły w walce z Hun Senem. Ci młodzi wyborcy, szczęście w nieszczęściu, w znacznym stopniu nie znają też historii własnego kraju. Tę wykłada się w szkołach od bardzo niedawna i mimo że brzmi to absurdalnie, wielu po prostu nie wie, co wydarzyło się na terenie ich państwa. Przyczyną takiej sytuacji jest też tzw. zmowa milczenia – ci, którzy przeżyli czas reżimu albo chcą o tym zapomnieć, albo coś ukryć. Do tego dochodzi wysoki poziom analfabetyzmu, który uniemożliwia docieranie do informacji. Z tego powodu zagrywki Hun Sena, takie jak straszenie powrotem Czerwonych Khmerów czy oskarżanie Kem Sokhi o podważanie prawd historycznych na temat więzienia Tuol Sleng, nie odbiły się tak bardzo na wyniku wyborów. Dzięki, nazwijmy to, pewnym niedociągnięciom z zakresu historii, nie dali się wmanipulować w dość żenujące zagrywki premiera.


Młodzi pytani przez reporterów o to, czego pragną i na kogo głosują, odpowiadali stosunkowo zgodnie: chcemy pracy, chcemy ukrócić korupcję i podwójne standardy, chcemy lepszej przyszłości i sprawiedliwości. Hun Sen, jak bardzo by się nie starał, nie jest i nie będzie symbolem tych wartości. Opozycja z kolei ma na to znacznie większe szanse. Zresztą, wywierając presję i uzyskując ułaskawienie dla Rainsy’ego, także i zachodni świat pokazał za czyimi wartościami się opowiada, a krajach rozwijających się stanowisko Zachodu jest poważane.

Lider opozycji jak i wiceprzewodniczący to aktywiści znani w Kambodży od lat i od lat uciszani przez władzę. Sam Rainsy został skazany w 2010 roku na więzienie za „szerzenie dezinformacji i fałszowanie map w celu zakwestionowania nowej granicy z Wietnamem.” Był to jednak w ocenie wielu wyrok polityczny, który miał uciszyć aktywistę. Chcąc uniknąć aresztu, Rainsy uciekł z kraju. Dopiero ostatnio i głównie ze względu na presję międzynarodową (a dokładnie możliwość przyznania 70 milionów dolarów amerykańskiej pomocy dla Kambodży), ułaskawiono lidera opozycji. Niestety, przyjechał zbyt późno, by móc startować w wyborach i by móc głosować – komisja negatywnie rozpatrzyła jego wnioski.

Lider opozycji chce śledztwa

Mimo złej opinii głowy państwa - Hun Sena, wielu poważnych niedociągnięć proceduralnych oraz żenujących oskarżeń i manipulacji, tegoroczne wybory pokazały, że sytuacja w Kambodży się normalizuje. Jeśli porównamy te tegoroczne, podczas których spalono dwa samochody, z tymi chociażby z 1993 roku, gdzie dochodziło do starć, a nawet samobójstw, to na przestrzeni ostatnich 20 lat zauważymy ogromna zmianę. Skandali wokół procedur nie brakuje, natomiast zniknęła niebezpieczna agresja i szaleńcze emocje, które doprowadzały do nieszczęść.

Również w tym roku wezwano do wszczęcia śledztwa w sprawie nieprawidłowości podczas wyborów. Sam Rainsy powiedział, że listy wyborcze były zmanipulowane, by więcej głosów było oddawanych na CPP, że zakłócane były zarówno spotkania, jak i kampanie, a odpowiedzialne za to były siły bezpieczeństwa premiera. Pojawił się również problem z tuszem, którym oddawano głos – miał być trudny do usunięcia, aby nikt nie mógł oddać głosu dwa razy, a okazał się szybko zmywalny.

Lider opozycji twierdzi, że jego partia powinna uzyskać 63 miejsca w parlamencie. Kiedy wezwał do wszczęcia śledztwa, ONZ i UE odpowiedziała, że powinno ono zostać przeprowadzone przez kambodżańską komisję wyborczą.


Co dalej z Kambodżą?

Dlaczego więc obywatele Kambodży decydują się na oddanie głosu na partię Hun Sena? Przede wszystkim dlatego, że podniósł się w Kambodży poziom bezpieczeństwa. Wciąż działają tam potężne mafie, natomiast przeciętny obywatel czuje się w swoim kraju dużo bezpieczniej niż wcześniej – mniej jest napadów, kradzieży, gwałtów. Frustracja ludzi zmalała, zmalała także i bieda więc i napięcie powoli zaczyna opadać. To właśnie wielu kojarzy się z przywództwem partii Hun Sena. Po latach wojen, konfliktów i ciągłych spięć, taki spokój jest dla ludzi bardzo cenny.

Po drugie, Azjatycki Bank Rozwoju potwierdza spadek biedy w Kambodży. Do tego mamy szybki rozwój przemysłu (wzrost o 10 proc.), o 25 proc. wzrosła też liczba turystów odwiedzających Kambodżę. Gospodarka Kambodży zdaje się podążać najlepszym torem. Jednak z drugiej strony to, co tak pięknie wygląda w statystykach, nie do końca ma tak piękne odzwierciedlenie wśród samych obywateli: 70 proc. społeczeństwa żyje poniżej progu ubóstwa, czyli za mniej niż 2 dol. dziennie (1/3 Kambodżan żyje za 70 centów dziennie). 1 na 3 dzieci poniżej 5. roku życia jest niedożywione. Do tego rozwój przemysłu odbywa się kosztem pracowników – światowe koncerny, które oszczędzają w Kambodży na wypłatach dla pracowników, wyzysk, złe warunki pracy, zatrudnianie dzieci to dość popularne hasła związane z produkcją odzieży w tym kraju. Ale tu wracamy do wcześniejszego punktu – korupcji i podwójnych standardów.

Czy więc niewielka różnica poparcia dla dwóch partii niesie ze sobą nadzieję na zmiany? Hun Sen już zaprosił swoich synów do włączenia się w politykę i dał im bezpieczne stanowiska. Koledzy z jego partii robią to samo – powoli szykują kolejne pokolenia na swoje miejsce, bo nie jest to grupa, która bez walki odda władzę w świetnie prosperującym kraju. Z drugiej strony, młodzi Kambodżanie coraz krytyczniej, bardziej świadomie podchodzą do polityki swojego kraju. Pozostaje więc mieć nadzieję, że i w Kambodży przyjdzie czas na małą odwilż i pośród korupcji i układów uda się wypracować takie rozwiązanie, w którym społeczeństwo kambodżańskie będzie mogło rozwijać się tak dobrze, jak już dziś robi to w tym kraju przemysł.


tekst: Magdalena Chodownik

Tekst napisany dla Centrum Studiów Polska-Azja
Trwa ładowanie komentarzy...